3 marca 2017

Tylko mój (Ania)

StockSnap, bez tytułu, CC0
Czule gładziła pokornie zgiętą łodygę nierozkwitłego jeszcze tulipana, z zielonym pąkiem, dopiero w połowie długości nabierającym powoli koloru. Choć teraz przypominał ledwie wyklute pisklę z głową ciążącą ku ziemi, niedługo będzie się pysznił soczystym pomarańczem i żółcią, przez kilka dni rosnąc i rozkwitając, tylko po to, by odejść w zapomnienie, podobnie jak wiele innych, hodowanych specjalnie na ten jeden dzień.
Kiedy została z nim sam na sam, wprawił ją w melancholię. Nie dlatego, że jeden jedyny, podarowany przez kolegów z pracy, z życzeniami składanymi, ponieważ wypada. Nie, raczej dlatego, że wraz z mlekiem matki wyssała przekonanie, iż jeden dzień w roku jest dniem kobiet, wszystkie pozostałe zaś są dniami mężczyzn.

1 marca 2017

Nigdy ci na to nie pozwolę! (MałaMi)

Luca Rossato, „Light Box Body – Absolute couple”, CC BY-NC-ND 2.0
Słońce chyliło się wolno ku zachodowi, ale upał wciąż był niemiłosierny. Wszędzie dookoła panowała niesamowita duchota.
„Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów” pomyślała kobita i przyciskając zawiniątko do piersi, wolno ruszyła w stronę widzianych w oddali drzew.
Przeszła już kilkanaście kilometrów. Nie mogła sobie teraz pozwolić na odpoczynek. Nie tutaj, na zielonej polanie, bo była zbyt widoczna. Wlokąc się noga za nogą, pożądała przed siebie. Sama nie wiedziała, dokąd.
W końcu dotarła do upragnionego skraju drzew. Tu usiadła, z myślą o odpoczynku. Z dużej, niedbale przerzuconej przez ramię sakwy wyjęła menażkę z wodą. Piła łapczywie, ale uważnie – woda bowiem była zbyt cenna, by móc ją nieostrożnie marnować. Delikatnie odchyliła zawiniątko, które właśnie zakwiliło. Pochyliła się nad nim i coś szeptała. Po chwili przystawiła dziecko do piersi. A sama zamykając oczy, oparła głowę o pień drzewa i zapadła w krótki, niespokojny sen.

28 lutego 2017

Zaufaj mi VI (Roksana)

Zbiory własne Autorki
Rozdział 16 (Niedziela)
Katarzyna obudziła się z bólem głowy i spojrzała z niechęcią w okno. Przez niedosunięte rolety sączyło się światło słoneczne, tworząc na kołdrze nieregularne, świetliste wzory. Poprzedniego wieczoru opróżniły z Baśką całą butelkę nalewki, roztrząsając wszystkie „za” i „przeciw”. Wydarzenia ostatniego dnia nie napawały optymizmem. Jeszcze przed południem, podczas rozmowy z Łucją, wszystko wydawało się takie proste. Wieczór zagmatwał wszystko i Katarzyna niczego nie była już pewna.

26 lutego 2017

Niewolnik (Batavia)

Źródło: Pixabay
„Czasami dostaje się szansę, na którą się nie zasługuje.”
W podziękowaniu dla A.

Wszystko zaczęło się w tym ukrytym pośród skał zakątku. Poznał tutaj, czym jest szczęście, radość z bycia kochanym, czym jest… – uśmiechnął się i zaraz spoważniał. – Czy przyjdzie dzisiaj? – pomyślał.
Wyciągnął spod szaty flet. Stary, wytarty od dotyku palców, na końcu osmolony żarem ogniska. Długo obracał go w dłoniach, nad czymś się zastanawiał. Przyłożył go do ust i trwał tak czas jakiś bez ruchu, wahał się, po czym westchnął głęboko, posmutniał, odłożył instrument na bok

25 lutego 2017

My little bony (JiNn)


Prawdziwa piękność. Sylwetka wiążąca spojrzenia. Kwintesencja kobiecości. Swoboda, a jednocześnie napięcie do granic możliwości. Drapieżnik gotowy do skoku. Moja cudowność połykała wiatr, gwałtownie go przełykając. Wtłaczała w swój puls potęgę oceanu. Dlaczego nie nazwał ją Ursula? Skąd wziął ten śmieszny przydomek?
Żaglomistrz Batmavia poruszył się niespokojnie. Z zadumy wyrwał go cień, który przemknął po pokładzie. Zerknął spode łba na spacerującą pokładem Hartimarh.
– Czarci balast – mruknął.
Greban zamiast na pokład gapił się w ocean, omiatając wzrokiem ponurą szarość horyzontu.
– Jeszcze się go nawdychasz – zawyrokował Batmavia – bokiem ci wylezie.
– Na razie to port wychodzi – westchnął boleśnie Greban, chwytając się za żebra.

23 lutego 2017

Tylko w mojej głowie (artimar)

Źródło: Pixabay
Powiedział tylko, że ma dla mnie niespodziankę, i oto pod jego dyktando prowadzę auto przez przemysłowe przedmieście. Nigdy tu nie byłam, to całkiem obcy mi świat. Jedziemy wśród seryjnie geometrycznych hal magazynowych i znacznie mniejszych, leżących prostopadłościanów budynków biurowo-socjalnych, rzadziej warsztatów lub zapadających się ruder, które zazwyczaj mijam z odległości trasy szybkiego ruchu. Czerń, biel, stal, szarość i aluminium; tu i ówdzie nagie drzewo czy kostropaty krzew, brudny śmieć lub zmięta torebka plastikowa na mokrym asfalcie; albo zaparkowane ciężarówki, których karoserie i naczepy w otoczeniu, gdzie szablonowa użyteczność to najwyższe bóstwo, są jedynymi kolorowymi akcentami, ale też jakby zgaszonymi pod zachmurzonym niebem.

22 lutego 2017

Burza (Kolczasta)

Mysticartdesign, bez tytułu, CC0 1.0
I have been ready at your hand
To grant whatever thou would’st crave;
I have waged both life and land
Your love and goodwill for to have.
Greensleeves

Chłodna gorycz pierwszego łyku piwa błogo orzeźwiła usta i przełyk. Wyciągnąłem się na leżaku z pełnym samozadowolenia uśmiechem i niemal niewyczuwalnym, ale coraz uparciej dobijającym się do płytszych obszarów świadomości idiotycznym przeczuciem, że coś mnie ominęło.

21 lutego 2017

Walentyna Walentynowa (MRT_Greg)

Źródło: Pixabay
14 lutego 2017 roku, Sankt Petersburg, Rosja.
Stukot obcasów niósł się echem wzdłuż całego korytarza, zamierając w oddali – tam, gdzie stalowe wrota prowadziły do podziemnego garażu. Wąska wysoka przestrzeń oświetlona słabymi żarówkami przypominała katakumby w egipskich piramidach.
Nieotynkowane ściany wykonane z solidnego żelbetu, gdzieniegdzie nosiły ślady po kulach. Drewniane drzwi, osadzone w stalowych ramach, ciągnące się rytmicznie po obu stronach korytarza, prowadziły do niewielkich cel, w których nieszczęśnicy oczekiwali na wyrok.

20 lutego 2017

Dogonić śmierć II (Batavia)

Ambati, bez tytułu, CC0
Zaledwie kilka minut spokojnej jazdy, a zabudowania stały się rzadsze i wkrótce odsłoniły w pełni rozległą prerię. Kres tego morza pożółkło zielonej trawy, miękko falującej w podmuchach wiatru, zamykał ciemny masyw gór. Na drgnięcie cugli koń przyspieszył biegu, przechodząc w galop. Pędzili, przecinając gorące, południowe powietrze. Czasami niespodziewanie spośród wysokiej trawy z krzykliwym skrzekiem zrywało się ptactwo spłoszone uderzaniami kopyt.

19 lutego 2017

Ciemna jest noc XVI (artimar)

Egon Schiele – Nude with lowered head [1918]
– … i znowu wróciłem do Polski.
Czuł się niezwykle lekki. Zrzucał z siebie brzemię lat. Żył z nim tak długo, że przestał dostrzegać ciężar skrytych głęboko wspomnień. Nigdy wcześniej nie opowiedział nikomu tak dokładnie swojej historii, a teraz nie był wręcz w stanie postawić tamy rzece słów. Jakby nieuchwytny, przemykający między ludźmi cień, którym stał się jako współpracownik Farisa, nagle zaczął się materializować; jakby zaistniał dzięki spoczywającej obok kobiecie, chcącej poznać chorwackiego mężczyznę; kobiecie przywiązanej do Drażana Kovača, do kogoś prawdziwego; nie do hakera Ghobhainna.